Krąg Cierpienia
Zrodzona z białych mgławic w milczącej otchłani,
Szukała dawnych iskier, w swym szaleńczym pędzie,
Lecz ciężar przebudzenia tylko skrzydła rani,
Gdy mrok powolnym ruchem swoje sieci przędzie.
Runęła w głąb ciemności, aż się dusza kruszy,
A świadomość upadku gwiezdnym chłodem pali,
Zew nie dosięgnął nieba w lodowatej głuszy,
Krzykiem bez odpowiedzi ginąc w czarnej fali.
Żal zaczął dziko tętnić w podskórnym pożarze,
Gdy leży zniewolona, na wieki strącona,
Gniew zrodzony ze straty okrutnie ją karze,
Kując z kruchej istoty mrocznego demona.
Tak miażdży nas to koło w swym bezwzględnym toku,
Topiąc wszelką nadzieję w niepojętej trwodze.
Czym żal, jeśli nie gniewem stłumionym gdzieś w mroku?
Nienawiść zaś to miłość, zgubiona po drodze.