Rdza i Aksamit
Gdzie kurz osiadł na złocie i purpurze tronu,
A wiatr wybija w szyby rytm dzikiej zamieci,
Trwam w ciszy, co dokoła swą sieć gęstą plecie,
Ostatni strażnik chwały w godzinie jej skonu.
Kamień zimny jak wyrok wrzyna się w kolana,
Gdy mrok sączy swą gorycz do wnętrza przyłbicy.
Nic nie zostało z dumy, ni z dawnej stolicy,
Lecz przysięga wciąż żywa, choć krwią spisana.
Za oknem zgniła jesień w mgieł oparach brodzi,
Świat zapomniał o królach, o berle i o mnie.
Lecz trwam jak głaz uparty w tej pustce ogromnej,
Choć wiem, że żaden władca z mroku nie nadchodzi.
Więc klęczę, obumarły wewnątrz własnej zbroi,
Wpatrzony w pyszny atłas, co w nicość się zmienia.
Chciałbym wstać i otrząsnąć ten kurz zapomnienia,
Lecz rdza spiekła kolana. Czas w miejscu już stoi.