Rycerz
Stoi nad grobem, zuchwały i srogi,
Pychę jak pancerz wciąż na sobie nosi.
Choć wiatr cmentarny o pokorę prosi,
On trwa w bezruchu, nieczuły na trwogi.
Serce ma zimne, jak stal jego zbroi,
Miecz pociemniały od zakrzepłej krwi.
Śmierć w wyszczerbionej tarczy cicho tkwi,
Lecz dawnej winy ten chłód nie ukoi.
Nagle czuje dotyk – łagodny i błogi,
Gdy zjawa różę na kamieniu kładzie.
W myśli splątanej, w swym wiecznym nieładzie,
Zrozumiał nagle kres własnej już drogi.
Choć wokół imion majaczą tysiące,
Ofiar, co padły z jego własnej dłoni,
To szczyt nagrobka jedno imię chroni:
Jego – samotne i w mroku milczące.