Sonet - myśli zimowego spaceru
Śnieg zaiskrzył przed okiem, dzień w promieniach tonie,
Zima sypie diamenty w srogie, mroźne cienie.
Lód, jak podstępne żądło, lśni na drogi stronie,
W szkle mroźnym śpią chodnika zdradliwe kamienie.
Lecz ja środkiem kroczę, gdzie pewny grunt suchy,
Niczym przez środek morza, co w murach stanęło.
Gdy ryk fal się uciszył i opadły duchy,
A przejście się bezpieczne w głębinach poczęło.
Lecz cóż to? Wiatr porywa z brudnej śmietnika łapy,
Z mętnego polimeru strzęp marny i pusty,
Co drwi z mojej powagi, wzlatując w pułapy.
Ta siatka, co się błąka wśród burzy rozpusty,
To myśl moja jałowa co wiatr ją pędzi srogi,
W bezkresie lśniącej bieli, bez celu, bez drogi.