Tron Zguby
W cichej komnacie, gdzie prawda spoczywa,
Do starych ksiąg mnie pragnienie porywa.
Kroczę dostojnie do tronu z dębiny,
By zgłębić wreszcie mistyczne krainy.
Z ciężarem wiedzy na barkach i skroni,
Który od mroku świat cały uchroni,
Siadam z powagą na tronie potęgi,
By dumnie otworzyć pradawne księgi.
Lecz nagle zgrzyt pustą ciszę rozdziera!
Piekielna otchłań swą paszczę otwiera!
Fundament władzy beznadziejnie pęka,
I z ust mych rwie się przeraźliwa męka!
Lecę wprost w przepaść, me ciało bezwładne,
W odmęty mroku za chwilę upadnę.
Z hukiem potężnym w podłogę uderzam,
I w mrokach dywanu z mym losem się zmierzam!
To nie moc piekieł przyniosła mą zgubę,
Lecz ktoś z fotela wykręcił mi śrubę!
Zamiast dziś posiąść mądrości kosmosu,
Leżę pod biurkiem i klnę na złość losu.