Zderzenie
Grzmi bruk od butów, ryczy śmiech, wrze w krtaniach
wściekły, miejski pęd. W roztrajkotaniach
czuję, jak dławi mnie puls, jak natrętnie
wpycha się w czaszkę, uderza i tętni!
Ściągam słuchawki, by poczuć ludzi,
złowić tupot i echa ich śmiechu.
Sterylna cisza krew w żyłach mi studzi.
Tłum sunie niemo, jak widma w pośpiechu.
Tracę swój kontur. Świat snem mi się jawi,
chłonę tę ciszę, jej kojące trwanie.
Lecz gdzieś pod skórą rośnie rozedrganie,
ciężar przeczucia, co swym fałszem krwawi.